Jak wyglądały i funkcjonowały przedwojenne łódzkie mykwy ?

Nie zostały znalezione żadne plany łódzkich mykw, zachowały się jedynie dokładne plany mykwy Rebego w Aleksandrowie Łódzkim. Na tej podstawie możemy wnioskować
o wyglądzie łaźni rytualnych w małych miasteczkach oraz części mniejszych mykw (także tych prywatnych) w samej Łodzi. Mykwy te miały bardzo prostą konstrukcję – były to drewniane baseny z desek, często bardzo niewygodne do wchodzenia. Wodę pobierano
z deszczówki albo ze źródła czy rzeki obok. Woda taka była średniego gatunku i mimo stosowania różnych filtrów – nie najlepszej czystości, szczególnie tam, gdzie rzeka była naturalnym ściekiem.

Funkcjonowanie mykwy zawsze wiązało się z dużymi obciążeniami ze względu na wysokie koszty utrzymania (szczególnie w tamtych czasach) i konieczność ciągłej opieki.

Wszystkie trzy przedwojenne łódzkie mykwy ostatecznie znalazły się pod zarządem gminy żydowskiej, która finansowała opiekunów tzw. łaziebnych
i łaziebne, zapewniała opał itp.

Korzystanie z mykwy zawsze było płatne (mimo, że jest to micwa) właśnie ze względu na duże wydatki związane z jej obsługą. W dzisiejszych czasach dzięki regulacjom, pompom i komputerom jest to relatywnie tańsze niż gdy wodę noszono i mieszano bez użycia kanalizacji, podgrzewano zużywając drogocenną energię, a oczyszczanie i wymienianie wody było bardzo kosztowne i pracochłonne. Nie istniały wówczas jeszcze specjalne urządzenia, dzięki którym woda wodociągowa styka się z tzw. „woda żywą” i wpływa do basenu, więc dolewano i mieszano wodę z sieci kanalizacyjnej i wodę naturalną. Wiele mykw w Polsce było w ogóle nieogrzewanych (np. mykwa
w Lelowie), więc ludzie idąc na rytualną kąpiel zimą, rozbijali w basenie lód, zanurzając się w wodzie +5 - +7 stopni Celsjusza.